Agnieszka Sztyler-Turovsky

W życiu i w pracy napędza mnie adrenalina. Południowy temperament sprawia, że emocjonalnie blisko mi do bohaterek Almodovara, a Barcelona byłaby moim drugim domem, gdyby nie to, że i tak rodzinnie kursuję między Warszawą i Wrocławiem.

Gdyby nie powódź tysiąclecia prawdopodobnie zostałabym malarką albo architektem. Jeden nielegalny lot wojskowym śmigłowcem ratującym powodzian, zmienił wszystko. Tak powstał mój pierwszy reportaż, a nagła potrzeba opisania i sfotografowania prawdziwego życia okazała się tak silna, że trwa do dziś.

Po drodze była praca w największych dziennikach, miesięcznikach i portalach. A niepoprawność polityczna i działanie w afekcie sprawiły, że także ucieczka przed mafią.

Potrzeba ciągłej stymulacji sprawia, że co dzień mogłabym skakać na bungie, gdyby nie strach, że któregoś dnia nie wytrzyma kręgosłup, albo lina. Na szczęście praca dziennikarki dostarcza mi tyle samo, jeśli nie więcej, ekscytacji. Szukam w niej bezkompromisowych bohaterów. Często outsiderów, indywidualistów z poharatanym życiorysem i takich, których życie postawiło przed wyzwaniami niczym bohaterów antycznych tragedii. Albo tych, którzy zapełniają autostrady w amerykańskich filmach drogi. I sportowców, którzy wiedzą, że nie ważne, ile razy się w życiu się przewrócimy, ważne, by za długo nie leżeć.

Papierowi i cukierkowi superbohaterowie nieznośnie mnie nudzą.

Gdy zbytnio się zapędzam, a nadmiar chili w ukochanej meksykańskiej kuchni za bardzo mnie rozgrzewa, studzą mnie bliscy, a jeśli akurat nie ma ich w domu, ratuje mnie “Netflix” i inteligencki dystans bohaterów Woody’ego Allena. Pomocny bywa także regał z książkami, który łączy minimalizm Hemingwaya z dekadencją Houellebecqa.

Zawsze jest też w rezerwie rower, którego nie chowam przez cały rok i bieganie, które zamiast na maratonie, kończy się na dziesiątym kilometrze. Albo powrót do przeszłości – podróż do Kopenhagi (pierwsza ważna) i do Bostonu (pierwsza ważna w zawodowym życiu).

Ale w podróży i tak od zwiedzania i oglądania zabytków wolę  spotkania z ludźmi, a ciekawość świata to dla mnie ciekawość drugiego człowieka. Dlatego nawet w czasach COVID-19 najważniejszą podróżą może być dla mnie rozmowa na Teams’ach i WhatsAppie.