Jak się nie stawię raczej nie powinno być problemu

Pukanie do drzwi. Nie spodziewamy się nikogo. Wyglądam przez okno i widzę dwóch policjantów. O cholera, myślę, ktoś mnie zgłosił na kwarantannę.

Mili panowie mundurowi wręczają mi pismo, mówią, że to od wojewody, i każą podpisać. Masek nie mają, ale jeszcze nikt nie nosi. Czytam, że mam się stawić do pracy w innym mieście, w szpitalu powiatowym. „W celu walki z epidemią COVID-19. Natychmiastowo”.

Ten widok mnie krzepi

Ten widok mnie krzepi

Pierwszy raz w życiu w trakcie misji przychodzi mi do głowy myśl, że możemy nie wrócić. A zaledwie kilka godzin temu, w Polsce, żegnając się, uspokajałem synów:

– To tylko dziesięć dni, niedługo wrócę. Jestem bezpieczny.

Leci z nami podręczny respirator. Na wypadek, gdyby ktoś z ekipy musiał zostać nagle podłączony. Mam świadomość, że tak, to się może stać w każdej chwili. Każdemu z nas.

Na horyzoncie już widać kolejny problem

Na horyzoncie już widać kolejny problem

Pod respirator trafia do nas lekarka z Leszna. Przywozi ją córka – pielęgniarka. Pacjentka ma ciężkie zapalenie płuc. Mówi z takim trudem, że córka musi dopowiadać, a po chwili mówić za nią:
– Mama jest lekarzem rodzinnym, zaraziła się od pacjenta. Przyjmowała, jak zawsze, w poradni NFZ. Pacjent wszedł do gabinetu bez maseczki. Miał objawy koronawirusa, ale mama nie chciała go wypraszać i zbadała. Kichnął, prychnął… Po kilku dniach zachorowała sama.

Zmieniają nas w zakaźny

Zmieniają nas w zakaźny

Godzina 17.00. Jestem już w domu, pod dyżurze. Dostaję SMS od kolegi, który został na nockę: „Zmieniają nas w zakaźny. Jutro wypisujemy wszystkich chorych. Mamy na to jeden dzień. Decyzja wojewody”

To forward wiadomości, którą dyrektor szpitala wysłał na służbowe komórki lekarzy dyżurnych. Sam dowiedział się przed chwilą. Nie mógł zebrać zespołu, przekazać tego na żywo. Większość personelu już w domach. Do wiadomości dyrektor dopisuje P.S.: „Roześlijcie kolegom, którzy już wyszli!”.

Dobrze będzie, kotek

Mój stały dzień na karetce. Wykorzystuję chwilę, gdy nic się nie dzieje. Odpalam laptop. Układanie grafiku zespołu na kolejny miesiąc przerywa mi dźwięk komórki. To Agnieszka, dyrektorka szpitala.

– Elka, zmieniamy się w jednoimienny. Będziemy przyjmować tylko covidy.

– Chyba cię popierdoliło – mówię.

– Zaufaj mi.

Maseczka rozpada mi się w rękach

Maseczka rozpada mi się w rękach

Dostałem maseczkę i kombinezon, od jutra wszyscy w nich pracujemy. Maseczka rozpada mi się w rękach – o, widzę, że nie tylko mnie. To jakieś gówno! Kombinezon wygląda dziwnie, jak malarski. Wkładam i po chwili okazuje się, że każdy głupi może go założyć, ale zdjąć to już jest sztuka!
Sprawdzamy z kolegami na YouTubie, jak to zrobić, nikt nam tego nie pokazał. Nie było tego w programie szkoły położnych i ratowników medycznych.