To nie COVID-19, ale …

To nie COVID-19, ale …
dr n. med. Grzegorz Opielak, psychiatra, kierownik oddziałów psychiatrii i psychogeriatrii SPZZOZ w Janowie Lubelskim, pracownik Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

Zaledwie kilka dni temu siedziałem w hotelu w Krynicy i patrzyłem na zaśnieżoną Jaworzynę. Podczytywałem coś ze świata, luźne artykuły. Niekoniecznie medyczne – motoryzacja, strzelectwo. Pisało się już gdzieniegdzie o nadciągającym wirusie, ale atmosfery grozy wciąż nie dało się wyczuć. Wśród kolegów z pracy sensacją jest to, że w szpitalu MSWiA przy Grenadierów w Lublinie pacjent natknął się na innego, który od kilku godzin leżał bez spodni na podłodze oddziału ratunkowego, a nikt z personelu się nim nie zajął. Za to prokurator zajął się szpitalem.

Właśnie wróciłem z urlopu. Mam chęć do pracy i niemal niewyczerpane zasoby cierpliwości. O koronawirusie nie myślę.

Na oddział psychogeriatrii wjeżdża pacjent. Klasyka: „Jest bardzo agresywny – bije, pluje, kopie”. Tyle wiem z wywiadu. Brakuje tylko standardowej w takich sytuacjach informacji, że „biega za bliskimi z siekierą i dwoma nożami”.

Widzę, że siedemdziesięciopięcioletni pan nie wymaga pilnej hospitalizacji, za to najwyraźniej przeszkadza bliskim. Leszek, jeden z lekarzy, o takich pacjentkach przywożonych przez rodzinę w okolicach Bożego Narodzenia i Wielkanocy, mówi „babki świąteczne”.

O dziwo, pacjent wyraża zgodę na hospitalizację. Pytam o ostatnie pobyty w szpitalach. „Tato leżał na internie i wcześniej na neurochirurgii. Tylko że dokumenty nam się gdzieś zapodziały” – słyszę. Nic nowego.

Syn pacjenta pomaga mu wypełnić ankietę. Na jedno z kluczowych pytań, o „ostatnio przebyte zakażenia i nosicielstwo patogenu”, odpowiadają „NIE”. Naciskam raz, drugi, trzeci, powtarzam, że muszą znaleźć te dokumenty. Syn łaskawie je przywozi. Ale jest już 17 lutego, a pacjent spędza u nas kolejną dobę. Już wiem, dlaczego dokumenty „zaginęły”. Starszy pan jest nosicielem. To nie COVID-19, ale KPC. Klebsiella pneumoniae – New Delhi, superbakteria odporna na wszystkie znane antybiotyki. Jak masz pecha, może nawet wywołać sepsę. Rodzina zataiła zakażenie. Musiała wiedzieć, że nie przyjmiemy im ojca do szpitala. Takie przypadki izoluje się w domu. Hospitalizacja? Tylko w sytuacji zagrożenia życia.

Alarm w szpitalu – mamy zagrożenie epidemiczne. Błyskawicznie wdrażamy procedury: izolacja pacjenta.

Zostaw swój komentarz

Twój adres e-mail pozostanie niewidoczny