Wstyd mi się przyznać, ale… nie straciłem prawie nic na pandemii

MARIUSZ – INFORMATYK

Przeczytałem właśnie artykuł o tym, jaki wpierdol dostają medycy na SORach i w szpitalach zakaźnych. Wiedziałem, że jest źle, wiedziałem, ze momentami bardzo źle, ale nie wiedziałem, ze aż tak ch…wo źle. Zycie kolejny raz przeskoczyło fikcje, niestety 🙁

W gruncie rzeczy, to w zestawieniu z tragediami milionów innych ludzi – moja historia nie jest zła. A momentami nawet dobra.

Jestem informatykiem. Konkretnie zajmuję się zarządzaniem infrastrukturami informatycznymi swoich paru klientów. Klientów z całej Polski dodam. W pewnym sensie, jako leniwy informatyk, który lubi mieć pewne rzeczy dobrze zrobione – bylem niejako od dawna przygotowany do takich akcji jak lockdown, czyli ograniczenie mobilności. Mobilności, czy to swojej prywatnej, bo miałem przez prace i mam nadal – problem z kręgosłupem, czy ogólnonarodowej. Albowiem od dawna tak starałem się wdrażać systemy informatyczne, aby dało się nimi zarządzać w 99% zdalnie. A wiec od dawna, od kilkunastu lat prowadziłem w sporej części pracę zdalną.

Co się zmieniło wskutek koronawirusa w mojej pracy i w moim życiu ?

Kilka rzeczy. Ale nie wszystkie na złe o dziwo. Złe rzeczy: jeszcze więcej pracy. A to był zły moment na to “więcej pracy”, bo kilka przełomowych zmian w roku 2020 następowało od strony IT (jak wycofanie masowo używanego Windows 7 i Office 2010, Windows Servera 2008 R2, poważne zmiany w popularnym antywirusie Symantec, itd.) i parę tematów migracyjnych się nawarstwiło w związku z tym. Za to dobre było od strony pracy to, ze klienci sami prosili o pewne zmiany, na które wcześniej nie udawało im się ich namówić. Stąd budżety IT wzrosły, decyzyjność się polepszyła. I to duży zwrot akcji. Choć i wcześniej nie mogłem bardzo narzekać, miałem względnie konserwatywnych, jednakże rozsądnych klientów.

Prywatnie – wiadomo,  noszenie masek, ograniczenie jakości życia przez pewien brak swobód, lekki strach przed korzystaniem z życia pełnymi garściami, jak wcześniej. Ale to czasem wychodziło i na plus. Np. w tym roku zacząłem móc już zacząć uprawiać pewne sporty. I miejscówki w stylu wyciągi wake – były dzięki Covid nieco mniej oblegane. Łatwiej się wbić bez dużo wcześniejszego umawiania, co dla mnie było od zawsze problemem.

Tak to nawet w święta się fajnie po max pustym mieście nie jeździło.

Nie jeździłem za dużo samochodem (kilka razy w tygodniu), bo tak ułożyłem sobie życie, a głównie pracę, aby dużo auta nie używać. Ale np. jazda w czasie lockdownu – to było marzenie. Sceny jak na dobrym, katastroficznym, amerykańskim filmie:) I paliwo staniało, właśnie porównywałem faktury sprzed roku z obecnymi – złotówkę taniej. A było momentami nawet 2 złote taniej za litr ! Ale to se ne wrati. Ale i tak nie jest źle, choć zbyt wysokie euro napędza ceny paliwa. I to nie tylko paliwa, bo co próbuje cos kupić, to okazuje się, że podrożało. Ale to nie wina koronawirusa, a polityki rządowej niestety.

Zycie rodzinne – więcej w domu, rzecz jasna. Co powoduje, ze spędzamy więcej czasu ze sobą i to umacnia więzi, a nie je psuje. Tak przynajmniej w normalnych domach z normalnymi relacjami być powinno. Natomiast jest to życie mniej urozmaicone wyjściami “w świat”. Za to stwierdziłem, ze ludzie dookoła są milsi dzięki temu względem sobie. Rok temu nie mówiło sobie dzień dobry tak z 80% mijanych sąsiadów, bo głowy w dół i szli zamyśleni. A teraz – tak z 90% mówi. To jest pozytyw. I w ogóle ludzie się garna bardziej do kontaktów z innymi. Boja się zarazem z nimi widzieć, ale dążą do kontaktów i choć zagadnięcia.

Zdrowie… odpukać, poza wspomnianym kręgosłupem (choroba zawodowa w IT od siedzenia przed kompem po naście godzin dziennie) – dopisuje. Covida mam wrażenie ja z cala rodzina mieliśmy w pierwszej fali. Bo objawy podobne i wszyscy w odstępie 2-3 tygodni naraz. A to gówno jest mocno przenaszalne jak wiemy. Bardziej od grypy. Boje się niestety mutacji koronawirusa i ponownego zachorowania. Jak wszyscy chyba. Jedyne co mogę robić, to trzymać się zdrowo, a wiec praca nad odpornością.

Natomiast, tak kończąc – boję się nieco o przyszłość. Bo o ile na razie ja ani moja rodzina jakoś stratni finansowo nie jesteśmy przez koronawirusa, jak dojdzie do masowego padania firm, a jestem przekonany, że dojdzie, to prędzej czy później i nas dotknie efekt rykoszetu. No nic, poczekamy, co się wydarzy za rok. Trzeba być gotowym na scenariusze dobre, ale i na te złe.